| Załóż konto

19 listopada 2016 r.

„To się nie mogło nie udać, to było podejście idealne...”

Z Marcinem Kowalczykiem o WR-ach, blindach, pamięci i nowych planach

„To się nie mogło nie udać, to było podejście idealne...”

Kilka dni temu minęła trzecia rocznica WR-a w multiblindfolded, najdłużej utrzymującego się w tej chwili rekordu świata. Z tej okazji postanowiliśmy dowiedzieć się u źródeł, jakie wspomnienia łączą się z tamtym wydarzeniem i dlaczego nowego rekordu możemy się podziewać za mniej więcej pięć lat. O tym i innych ciekawostkach opowie nam nikt inny jak autor rekordu, legendarny już zawodnik Marcin Maskow Kowalczyk. 

kostkarubika.org: Trzy lata - ale to zleciało :) Jak w ogóle wspominasz tamto rekordowe ułożenie? Czy z perspektywy czasu coś byś zmienił, poprawił? Czy to było podejście idealne?

Marcin Kowalczyk: Zbierając wszystko razem: jest 100% skuteczności, jest kara +2, jest miś maskotka w masce pokemon, ja mam maskę pokemon, jest muzyka z pokemonów, jestem w garniturze, mój sędzia ubrany jeszcze lepiej, prawie zabijam sędziego kartkami, na podłodze jest dywan w samochodziki, WR ten został pobity dokładnie w tej samej sali, w której pobiłem mojego pierwszego WR-a, więc jest i sentyment do miejsca. To się nie mogło nie udać, to było podejście idealne, tam nic nie dało się zrobić lepiej, aranżacja też doskonała. Przyznam szczerze, że planowałem tam zrobić 2 DNF-y, bo ja na ogół lubiłem sobie porobić trochę DNF-ów w tych moich WR-ach, wtedy pobiłbym ten rekord o mniej i zostawił sobie więcej pola do bicia go później, no ale wyszło jak wyszło :)

No i warto żebym zwrócił uwagę na ten „problem” 100% skuteczności i dlaczego mówię, że „planowałem” 2 DNF-y. Mówię tak dlatego, ponieważ przy takiej ilości kostek liczenie na wykonanie próby w 100% to naiwność jest. 41 kostek to blisko 500 elementów do zapamiętania w kolejności (co o dziwo jest najłatwiejszym etapem), a potem blisko 500 algorytmów, które trzeba wykonać bezbłędnie na podstawie tego co się pamięta, nie widząc kostki, i nie mając za specjalnie czasu do namysłu nad niczym, bo czas przecież wciąż leci. Ludziom kostka w rękach potrafi się omsknąć lekko jak ją układają patrząc na nią, a tutaj w takim przypadku z miejsca jest DNF i -2 punkty. Nasz mózg też potrafi robić takie cuda, jak myśleć o jednym a rękoma robić inny algorytm - bo czemu by nie - wystarczy na ułamek sekundy stracić koncentrację, co nie jest takie trudne przy tak długich próbach. To też sprawia, że ten WR jest tak trudny do pobicia. Bo co z tego, że ktoś spróbuje ułożyć 42 kostki? Nawet jak będzie pamiętał wszystko na 100% dobrze (co samo w sobie jest przecież trudne) to szansa na bezbłędne ułożenie całości na pełnej prędkości jest mniejsza niż większa. Ja tam miałem farta - nie ukrywam tego. Jasne, jakbym zrobił odpowiednią ilość takich prób to w końcu 100% by weszło, bo ja wtedy byłem zdolny próbować blisko 50 kostek w godzinę, ale udało mi się to szybciej niż się tego spodziewałem.

kostkarubika.org: Patrząc na to, w jakim tempie padają teraz rekordy we wszystkich konkurencjach Twoje trzy lata to jakiś kosmos. Aż trudno uwierzyć, że nikt nie jest w stanie realnie zbliżyć się do tego wyniku. Zamierzasz sam go kiedyś poprawić czy czekasz aż najpierw zrobi to ktoś inny? Pytanie - kto Twoim zdaniem ma ku temu największe szanse?

Marcin Kowalczyk: Ja w ogóle nie śledzę wyników od dawna, nie interesują mnie one, w sensie nazwisk, bo punktowo jak to wygląda się orientuję. Ostatnio w multi pojawiły się osoby, których nie znam, o których nigdy wcześniej nie słyszałem, nie wiem kim one są, i specjalnie się tym nie interesuję, bo ja tak trochę emerytowany jestem już przecież, nie trenuję na żadne rekord,  jak kiedyś. W obliczu ilości nazwisk, które się przez te 3 lata przewinęły i wyrażały ambicje na pobicie tego WR-a, i w obliczu tego, że wciąż do WR-a brakuje 10 punktów, nie jestem skłonny podawać żadnych nazwisk, to zwyczajnie nie ma sensu. Pewne jest tylko to, że jak się odpowiednio postarają, to ktoś to wreszcie zrobi. Cieszę się, że coś się delikatnie rusza w tej materii, aczkolwiek biorąc pod uwagę średni wzrost drugiego miejsca na świecie przez ostatnie 3 lata to prosta matematyka sugeruje, że WR-a możemy się spodziewać dopiero na wiosnę 2021. Niemniej nie sądzę, że aż tyle przyjdzie nam czekać :)

Ja sam nie planuję poprawiać tego wyniku do odwołania. I nie ma to nic wspólnego z samym speedcubingiem a zwyczajnie z moim życiem, bo trening multiblinda to straszliwie frustrująca, niewdzięczna i czasochłonna robota, bo nie da się trenować godzinnej konkurencji przez 20 minut dziennie (a każdy kto twierdzi, że 20 minutowe próby wnoszą cokolwiek do multiblindowego skilla zwyczajnie się myli). Nie przypominam sobie, żebym kiedyś w życiu robił coś równie masochistycznego. Jeżeli życie pozwoli - mógłbym się kiedyś jeszcze za to zabrać, bo pamięć cały czas trenuję, kostki czasem ułożę, i wiem, że dalej byłbym w tym dobry. Póki co odpowiedź brzmi nie. I pobicie tego wyniku przez kogoś innego nie będzie miało żadnego wpływu na moją decyzję. Kiedyś bawiło mnie bycie najlepszym, udawadnianie na każdym kroku. jaki ja jestem świetny w kostkę, ale osiągnąłem w tym więcej niż kiedykolwiek mogłem marzyć i zwyczajnie nie czuję dłużej potrzeby udowadniania czegokolwiek. Z jednej strony jest to pewne wyzwolenie od nałogu układania, z drugiej strony trochę szkoda, bo to była najlepsza motywacja :)

kostkarubika.org:Ty najlepiej znasz swoje możliwości - jak myślisz, jaką próbę multiblinda byłbyś w stanie zakończyć sukcesem w ciągu godziny? Czy realne jest 50 czy 60 kości? Czy do tego konieczne są specjalne warunkie zewnętrzne? Czy masz jakieś specjalne, idealne warunki, w których układa Ci się najlepiej?

Marcin Kowalczyk: 49/50 to jest mój UWR od 2014 roku, kiedy to przeprowadziłem ostatnią porządną sesję treningową. I na pewno nie był to szczyt możliwości moich, wręcz przeciwnie, przyszło mi to dużo szybciej i prościej niż się tego spodziewałem.

Tutaj warto zaznaczyć, że jedną z rzeczy, która sprawiła, że tak dobrze opanowałem tego blinda w czasach kiedy nie do pomyślenia były takie wyniki, było to, że ja wszystko zawsze liczyłem. Każda moja próba MBLD była nagrana, potem to nagranie oglądałem, analizowałem, spisywałem wartości czasowe poszczególnych punktów kontrolnych, wszystko to mieliłem w excelu i wyciągałem wnioski. I to działało. Ja z dokładnością do kilku sekund byłem w stanie przewidzieć, jaki czas będzie na zegarku w którym momencie mojego memo na ilości kostek, której nigdy wcześniej nie próbowałem. Te próby nie były przypadkowe, tam czas nie był przypadkowy, wszystko było zaplanowane niemalże do sekundy. I z tych obliczeń doliczyłem się, że poprawiając rzeczy możliwe do poprawienia do granic realnych możliwości (niektórzy, nawet doświadczeni zawodnicy, sądzą, że możliwości ludzkiego mózgu są nieograniczone - niestety nie mają racji, ale to długi temat), da się wyciągnąć w multi do 60 kostek w godzinę, gdzie samo 60 to już byłby wyższy poziom hardcoru. Bardziej stawiam na 55+. Ustalając tę „granicę” brałem pod uwagę nie tylko moje przemyślenia, ale i rezultaty uzyskiwane przez rekordzistów świata innych dziedzin pamięciowych oraz fakt, że nie da się już za bardzo zwiększyć prędkości układania kostek blindem w stosunku do tego, co mamy dzisiaj. To wszystko wyznacza dosyć jasne granice i bardzo bym się zdziwił, jakby się okazało, że się pomyliłem. Nie obraziłbym się, jakby się tak okazało, ale zdziwiłbym się.

I tak, warunki muszą być idealne. Multiblindfold od pewnego momentu przestaje być walką z pamięcią, ponieważ ta zwyczajnie „przestaje przeszkadzać”, a staje się walką z koncentracją. Uzyskiwanie maksymalnych rezultatów wymaga doskonałego zaplanowania całej próby, doskonałej znajomości tego planu i przećwiczenia go wielokrotnie, idealnej znajomości własnych możliwości, i to co najgorsze - umiejętności zachowania 100% koncentracji przez bite 60 minut próby. Ja doszedłem wtedy do takiego momentu, że potrafiłem przez całego multiblinda nie przepuścić przez głowę ani jednej myśli innej niż zadanie, które właśnie wykonuję, to była koncentracja doskonała. Ale osiągnięcie jej nie jest możliwe w każdych warunkach:

  1. człowiek musi być najedzony,
  2. człowiek musi być nieprzejedzony i nie może być pod wpływem żadnych szkodzących na koncentrację substancji, do których zalicza się kofeina czy cukier (te dwa punkty wiążą się ze spożyciem pożywnego posiłku w określonym, ściśle wyliczonym czasie przed próbą),
  3. w zasięgu wzroku nie może być nic, co mogłoby wygenerować w głowie zbędne myśli (dlatego właśnie zawsze na zawodach obracałem stół do ściany i póki mi na to pozwalano wykopywałem na czas memo sędziego poza pole mojego widzenia, bo sędziowe mają skłonności do wykonywania dziwnych ruchów bądź bawienia się telefonem, co niestety kątem oka widać),
  4. punkt a i b wiążą się z tym, że multiblindfold musi się zacząć idealnie o czasie, bo wszelkie opóźnienia generują kłopoty z koncentracją,
  5. emocje nie sprzyjają koncentracji, dlatego ja zawsze przed ułożeniem już zakładałem zatyczki i słuchawki i czekałem tak przed salą do multi aby się wyciszyć kompletnie, i tutaj niestety muszę przyznać, że zawodnicy inni często zawodzili i próbowali mnie z tego stanu wytrącić, ot dla zabawy, nie tyle ze złośliwości co z czystego niezrozumienia, co ja właśnie staram się osiągnąć,
  6. ŻADNEGO hałasu, bo on generuje zbędne myśli w głowie, i to niestety jest w dużej mierze zależne od rozmiaru sali i ilości zawodników w niej siedzącej. Jeżeli sala jest mała a zawodników jest dużo to nawet zatyczki i słuchawki budowlane nic nie pomogą, bo od 3 minuty memo słychać jak wszyscy wokół układają swoje kostki a potem z tej sali wychodzą, więc sala musi być dostatecznie duża aby dało się być od tego z daleka.

Poza tym nie ma żadnych dodatkowych warunków. Zwyczajnie nic nie może mi przeszkadzać, najlepiej jakby cały świat wtedy nie istniał, a przynajmniej ja muszę mieć takie poczucie. I to nie jest żadne widzimisię. Oczywiście, że jestem w stanie w nieoptymalnych warunkach zbliżyć się do podobnych wyników, ale jeśli w nieoptymalnych warunkach jestem w stanie osiągać pewne wyniki, to w optymalnych one zawsze będą lepsze, to całkiem logiczne.

kostkarubika.org: Jak myślisz, z czego wynika fakt, że nikt w tej chwili nie jest w stanie dogonić Twojego rekordu (drugiego zawodnika w rankingu dzieli od Ciebie aż 10 kości). Kwestia szybkości zapamiętywania czy szybkości układania? A może jeszcze inne składowe?

Marcin Kowalczyk: Szybkość układania, jak ktoś doskonale pamięta to co zapamietał, nie jest specjalnie różna pomiędzy najlepszymi zawodnikami, i to mnie w żaden sposób już nie wyróżnia (kiedyś wyróżniało, bo zwyczajnie z lepszą pamiecią szybciej wyciągałem wszystkie dane z głowy), bo i tak wszyscy najlepsi używamy tych samych metod i tłuczemy palcami z podobną prędkością. Jest to zdecydowanie szybkość zapamiętywania, bardzo zdecydowanie. Ale nie chodzi tu tak naprawdę o samą czystą siłę pamięci, bo ta tak naprawdę gra drugorzędną rolę. Ja zwyczajnie zjadłem zęby na rozwijaniu moich technik pamięciowych, z których szkolę się do dzisiaj cały czas. I robię z nimi takie cuda, o którach moi konkurenci zwyczajnie nie mają pojęcia, bo praktycznie nigdzie nie idzie o tym przeczytać i nikt tego nie uczy w kontekście multiblinda, a zamiast tego trzymają się jakichś dziwnych przestarzałych zasad, z których w sportach pamięciowych dawno zrezygnowano.

I druga najważniejsza sprawa: Plan. Im konkurencja trwa dłużej, tym większe znaczenie ma nie pamięć, nie techniki, nie koncentracja, a optymalne wykorzystywanie czasu czyli plan działania, który uwzględnia naszą perfekcyjną znajomość własnych możliwości. Człowiek nie jest w stanie wyciągnąć z siebie maksimum w konkurencji tego typu, bo ona nie polega tylko na „zrób wszystko najszybciej jak potrafisz", jeżeli nie jest świadomy swoich możliwości. W uświadomieniu mi moich możliwości bardzo pomogły właśnie analizy i obliczenia, o których wspominałem już wyżej. Na podstawie tych obliczeń i analiz ułożyłem sobie plan działania na całą godzinę, ustaliłem kolejność wykonywania wszystkich elementów (bo to wcale nie jest tak, że zapamiętuję kostki od pierwszej do ostatniej a potem je układam w takiej samej kolejności, tutaj wszystko odbywa się całkowicie inaczej, z pozoru jest to chaos, ale ten chaos uwzględnia zarówno moje możliwości jak i parę innych zasad odnośnie pamięci). I mam właśnie wrażenie, że ja wygrałem tę konkurencję moją fanatyczną wręcz potrzebą do prowadzenia szczegółowych analiz i obliczeń (pozdrawiam Pan Excel). Studiowałem kiedyś matematykę, co prawda ją rzuciłem, ale natury się nie oszuka. Moim zdaniem nie da się wyciągnąć z siebie maksimum w takiej konkurencji, kiedy zabraknie tego elementu. A mam wrażenie, graniczące z pewnością, że moim rywalom tego elementu brakuje, stąd właśnie są sto lat za murzynem Maskowem.

kostkarubika.org:Widzieliśmy, że ostatnio trochę pokręciłeś tradycyjnego blinda - co Cię skłoniło do powrotu do treningu? Czyżby ostatnie rekordy Kaijun Lina? Szykujesz się do nowego etapu w startach blindowych?

Marcin Kowalczyk: Mnie rekordy w samym blindzie nigdy nie interesowały. Naprawdę. Poważnie. One były zrobione trochę przypadkiem, jako ukoronowanie mojej kariery multiblindowej, kiedy tam już nie było czego szukać, a przy okazji której nauczyłem się układać blinda tak dobrze, że dało się te rekordy zrobić. WR-y Kaijuna Lina nie spowodowały u mnie żadnych odczuć. Szczerze mówiąc, jedyne co mogę powiedzieć na ten temat to to, że cieszę się, że to akurat on mnie pobił. Ale ten jego ostatni singiel zapewne sporo ostudził czyjekolwiek plany na WR-a w singlu, i tutaj przyznaję, że jest to pierwszy WR w singlu, który jest zwyczajnie dobry, bo wszystkie poprzednie były zawsze słabe jak na swój okres i aż dziw bierze, że się tak długo utrzymały (i w tym momencie muszę przypomnieć, jak bardzo jest mi smutno, że spaliłem w Berlinie piękną okazję na 18.xx, robiąc 3 sekundową pauzę, i kończąc z wynikiem 21.24, ajajajaj). Ja co prawda nie podjąłem jeszcze żadnej większej decyzji o wznowieniu regularnych startów w zawodach i nie wiem czy taka decyzja nastąpi czy nie. Głównym powodem, dla którego teraz zacząłem jest zaproszenie na wiosnę do chińskiej telewizji, gdzie będę musiał dać popis skilla. Głupio by było to spalić :) Tyle wolno mi na ten temat powiedzieć, szczegółów podawać nie mogę. No i warto w tym momencie przypomnieć, dla wszystkich tych, których ta informacja ominęła, co było głównym powodem, że ja w ogóle przestałem układać - we wrześniu 2015 roku uszkodziłem sobie nerw łokciowy w lewej ręce, który spowodował paraliż połowy lewej dłoni. Nerw ten regenerował się do pełni sprawności jakieś 9-10 miesięcy, które spędziłem trenując tylko pamięć. Po tak długiej przerwie ciężko ot tak wrócić, zwłaszcza, że znalazłem (skupiając się na moim drugim hobby) w międzyczasie inne zajęcie i inny cel.

kostkarubika.org: Ostatnio widzieliśmy Cię w Grudziądzu. Co w ogóle u Ciebie słychać? :)

Marcin Kowalczyk: Tym innym zajęciem i innym celem jest moje przygotowywanie się do startu w 2017 roku w zawodach pamięciowych w USA, wśród 24 najlepszych zawodników ze świata, w formule rozgrywanej na zasadzie pojedynków 1 vs 1, którą uważam za niezwykle emocjonującą i widowiskową. Zrobić z zawodów w zapamiętywaniu widowisko ciekawe do oglądania - doceniam, że im się to udało. W związku z tym trenuję zapamiętywanie cyfr, kart, obrazków, imion&twarzy i słów, bo te 5 konkurencji jest tam rozgrywanych. Sugerując się poprzednim rokiem na przełomie styczeń/luty powinny być eliminacje internetowe, gdzie zostanie wyłonionych tych 24 najlepszych, a w połowie roku powinny być zawody. Biorąc pod uwagę zeszłoroczne wyniki powinienem się tam dostać z łatwością ale tam wcale nie jest łatwiej niż w speedcubingu - wyniki z roku na rok rosną w równie szalonym tempie, więc czy naprawdę się tam nadaję okaże się za parę miesięcy. A poza tym co? A poza tym nic. Co ja poradzę, że prowadzę takie nudne życie, w którym liczy się tylko zapamiętywanie. No co ja poradzę. Jedyne co poza tym mogę powiedzieć to to, że w kontekście zapamiętywania jeszcze o mnie usłyszycie, ale to już w ogóle są tajne sprawy na ten moment :)

kostkarubika.org:  A pojawisz się na mistrzostwach Polski?

Marcin Kowalczyk: A pojawię się. Szczerze mówiąc same tytuły mają dla mnie teraz niewielkie znaczenie, graniczące z „żadne”, bo prawdopodobnie znowu nie będę z nikim walczył, a taka wygrana nie daje żadnej satysfakcji (a może się mylę i ktoś ciekawy się jednak pojawi? albo konkurencja urosła bardziej niż zdaję sobie z tego sprawę? wiem jedno: Ten niedobry Pan Bułatow zmusi mnie do potraktowania multiblinda chociaż odrobinę poważnie i nie odda zwycięstwa za darmo, będę musiał potrenować, co mnie trochę smuci, bo głupio byłoby przegrać, prawda?), ale inne pobudki mnie tam przyciągają. Dopisałem się nawet do ekipy mieszaczo-sędziowaczy, więc będę miał co robić :)

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach związanych z administracją strony www.kostkarubika.org zgodnie z treścią ustawy z dn. 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. 2002 r. Nr 101 poz. 926, z późn. zm.). Dane nie będą udostępniane innym podmiotom.
Chcę być informowany o wydarzeniach organizowanych przez Polskie Stowarzyszenie Speedcubingu.