| Załóż konto

Więcej z kategorii

11 sierpnia 2017 r.

Nasi mistrzowie!

Garść wspomnień z Paryża!

Nasi mistrzowie!

Od mistrzostw świata minęło już trochę czasu chcielibyśmy jednak na chwilę wrócić do sukcesów naszych zawodników. Polska ekipa zdobyła łącznie 10 krążków - czterech reprezentantów wywalczyło tyłuły mistrzowskie, do tego doszły jeszcze trzy drugie i trzy trzecie miejsca, co dało Polsce drugie miejsce w klasyfikacji medalowej.

Na zawodach w Zawierciu wszyscy obecni tam medaliści zostali uhonorowani przez Polskie Stowarzyszenie Speedcubingu okolicznościowymi statuetkami i podziękowaniami. Na imprezie zabrakło niestety naszych blinderów (Grzegorz Jałocha, Marcin Kowalczyk i Kamil Przybylski), którzy otrzymają swoje trofea przy najbliższej możliwej okazji. Z tego miejsca chcielibyśmy jeszcze raz gorąco podziękować im za wspaniałe emocje, jakich nam dostarczyli i pogratulować wspaniałych wyników. Życzymy również kolejnych sukcesów w speedcubingowej karierze. Taka drużyna to skarb :) 

Dla wszystkich uczestników Worldsów była to na pewno niezapomniana przygoda. Dla części z nich były to pierwsze tak duże i prestiżowe zawody, kilku z nich miało już na swoim koncie tytuły mistrzowskie (z mistrzostw świata lub kontynentu). Podpytaliśmy ich o wrażenia i dla wielu z nich były to najlepsze zawody w ich życiu. To, czego cząstkę mogliśmy oglądać w relacjach lub streamach, wyglądało jeszcze lepiej na żywo. Przeczytajcie, co powiedzieli nam o turnieju niektórzy z medalistów.  

Wojtek Knott: „Za zawody same pochwały dla organizatorów, jednakże było kilka niedociągnięć, na które inni mogli nie zwrócić nawet uwagi. Wiadomo, feet bardzo mało ważna konkurencja dla wszystkich szanujących się speedcuberów i organizatorów czy działaczy, jednakże na samym początku mistrzostw przychodzimy i maty przygotowane do feeta były mniejsze niż te, na których wszyscy ćwiczą w domu, ponadto ślizgaly się po parkiecie jak nie wiem co. Ale co należy pochwalić, zwróciliśmy organizatorom na to uwagę i od razu zadziałali, każdą matę przykleili taśmą dwustronną, nie patrząc na to czy się mata popsuje. Po takim zdarzeniu już na początku mistrzostw widać, że próbowali sobie radzić z każdym problemem natychmiastowo i robili to według mnie dobrze. Kolejna ciekawostka to sędzina podczas finału feeta. Siadamy sobie, rozmawiamy i dowiedziałem się, że jest z Hiszpanii, po czym pada pytanie jak się to właściwie sędziuje, bo jest sędzią drugi raz w życiu. Chyba mnie to rozluźniło i może stąd takie dobre wyniki :P Ogólnie to są oczywiście drobnostki, które w żaden sposób nie odbierają profesjonalizmu całej imprezie, która jak większość powiedziała, była dla mnie najlepsza na jakiej byłem.”

Jonatan Kłosko: „Uważam, że organizatorzy doskonale sprostali wielkości imprezy. Osobiście uznaję ją za zdecydowanie najlepsze zawody na jakich byłem. Na początek wspomnę o jedynej niedopracowanej rzeczy, jaka przychodzi mi na myśl, mianowicie o multi. Z tego co mi wiadomo to wydrukowano jedynie kilka kopii scrambli, co spowodowało bardzo długie mieszanie i w efekcie znaczącą obsuwę w harmonogramie (chyba szczególnie zauważalną dla osób startujących w FM-ie). Relacja live już na wstępie wywarła na mnie olbrzymie wrażenie. Była świetnie zrobiona pod względem sprzętowym, mam na myśli zdalnie sterowane kamery, które pozwalały na wyłapywanie ułożeń najlepszych. Poza samym obrazem pojawiały się dodatkowe informacje, ogólnie rzecz biorąc – dynamicznie. Dodatkowo dzięki dwóm olbrzymim ekranom, można było dokładnie widzieć ułożenia z bliska, czy to na trybunach, czy też w strefie zawodników. Obiekt świetnie wybrany. Konstrukcja trybun pozwalała bardzo dużej liczbie osób widzieć układających (miało to duże znaczenie szczególnie w ostatni dzień zawodów podczas finałów). Poza tym owe trybuny doskonale oddzielały strefę zawodników i układających, co wydaje mi się bardzo sensowne i sprawia wrażenie uporządkowania. Częścią całości był dosyć niewielki budynek obok, gdzie można było znaleźć bardzo wiele stanowisk z różnościami, od gier konsolowych, przez łamigłówki, aż do miejsca treningu przed Nations Cup. Tuż przed tym budynkiem była strefa odpoczynkowa, gdzie można było coś zjeść. Dodatkowo, stosunkowo blisko była galeria, więc szeroki wybór pożywienia oraz Carrefour. Zaplanowanie sceny, wygoda układania. Dobre oświetlenie i poduszki. Pomysł z umieszczeniem najlepszych zawodników w pierwszym, podwyższonym rzędzie był naprawdę genialny. Ustawianie grup zgodnie z rankingami - oczywiście świetna sprawa. Atmosfera cudowna. Szczególnie niesamowitymi przeżyciami był finał trójki oraz Nations Cup. Emocje, jakie im towarzyszyły i reakcje ludzi naprawdę niezapomniane, w ich trakcie czułem, że naprawdę mam do czynienia z prawdziwym sportem i jaki duży potencjał ma w sobie to, co robimy. Finał trójki, muzyczne wejście, cisza podczas ułożeń zawodników, wielkie brawa po każdym z nich. Mógłbym szukać synonimów dla niepowtarzalnej niesamowitości :) Nations Cup, pierwszy raz coś takiego, zrobionego w naprawdę profesjonalny sposób (timery serio świetne). Nie pomyślałbym, że coś nieoficjalnego może dostarczyć tak wielkich emocji. Świetna widowiskowość, uwzględniając kilka wcześniej wymienionych rzeczy, jak i trudny do opisania poziom zawodów, ostatecznie oglądanie było prawdziwą przyjemnością. Strefa zawodników, bardzo przestronna, miejsce dla każdego. Podsumowałbym dużym uśmiechem :)"

Marcin Kowalczyk: „Ilość uczestników na tą salę była idealna, ni to za dużo, ni to za mało. Nie wiem w jaki sposób mogło by być lepiej. Strefa zawodnicza niesamowita, wielka, stolików dostatecznie dużo, siedzisk dostatecznie dużo, ekrany pokazujące, co się na żywo dzieje na scenie głównej wraz z moderowaniem tego na bieżąco, więc nie trzeba było się nawet ruszać i finały oglądałem razem z kilkoma innymi blinderami ze strefy zawodniczej i widziałem prawdopodobnie więcej niż większość osób siedzących na trybunach. Kilka grup układających jednocześnie na kilku rzędach stolików, posegregowane poziomem, żeby mieć pewność, że najlepsi są z przodu, to genialne rozwiązanie. Poczekalnia oddzielona wyraźnie ekranami od sceny. Stanowiska daleko od siebie, więc nie było ciasno, nikt się nie dusił, nawet poduszki były na krzesła dla tych, co wolą siedzieć wyżej. Oświetlenie - powiedziałbym, że żeby było lepiej to musiałyby być chyba jakieś lasery i kolorowe światła, ale wszyscy wiemy, że lasery i kolorowe światła nie pomagają w identyfikacji kolorów, więc zostanę przy 10/10. Widziałem kostki doskonale, więcej nie potrzeba do szczęścia. Z mojej perspektywy budowa harmonogramu to 10/10. Rozplanowanie konkurencji było idealne, dostarczenie kostek do multi zaplanowane w harmonogramie na odpowiednio wcześniej, ale ja startuję tylko w kilku, więc moja opinia w tym kontekście nie jest specjalnie istotna. Gorzej było z realizacją harmonogramu. I nie biorę tu wcale pod uwagę niewielkiego opóźnienia na sali głównej, bo nie było ono duże, i da się to zrozumieć, bo przecież nie da się wystartować kolejnej konkurencji przed zakończeniem poprzedniej. Jest to ocena podyktowana tym, jakim nieśmiesznym żartem była realizacja założeń godzinowych multiblinda. Pierwszego dnia dostali kostki do pomieszania ~50 minut przed rozpoczęciem układania a zaczęli je mieszać 5 minut po tym, jak powinniśmy już układać, i ostatecznie zaczęliśmy układać ~50 minut po czasie. Gdzie w tym czasie wszyscy zawodnicy oczywiście muszą siedzieć i czekać przy sali bocznej, i niespecjalnie mogą sobie gdzieś pójść, bo nikt nie wie ile to potrwa, i w losowym momencie mogą kazać nam układać, i dlatego jest to takie frustrujące. Drugiego dnia multi zaczęło się tylko kilka minut po czasie, i to im się chwali, bo to znaczy, że się da! Trzeciego dnia multi zaczęło się ~20 minut po czasie i to mimo faktu, że trzeciego dnia układało znacznie mniej osób, bo trzeba było zrobić limit. Kostki mieli znowu odpowiednio wcześniej, kostki były w istocie wymieszane na czas rozpoczęcia próby, a na pytanie "czemu jeszcze nie zaczynamy" dostaliśmy odpowiedź "czekamy na sędziów". Aha. Obsługa sędziowska na scenie głównej doskonała. Obsługa sędziowska na side eventach to jak zwykle nieśmieszny żart. Niedobór sędziów, sędzia chodzący po sali i startujący w multi wszystkim stopery po kolei (?), sędzia w różowej koszulce (czyli z ekipy organizacyjnej, ważny) ziewający/śpiący/dłubiący w nosie w czasie memo w multi, wyglądający jakby był tam za karę. Naprawdę solidne zawody ale z organizacją side eventów musi coś zostać zrobione, bo lata lecą, speedcubing bardzo się rozwija, wszystko jest coraz bardziej profesjonalne, a ten jeden punkt dalej tak samo tragiczny jak zawsze (i to nie tylko o realizację harmonogramu chodzi), i to nawet na zawodach najwyższej rangi, i dzięki nim przypomniałem sobie czemu w pierwszej kolejności porzuciłem robienie multi kilka lat temu."

Michał Rzewuski: „W skrócie: najlepsze zawody na których byłem i nie sądze, że coś je przebije. Po prostu niesamowite, prawdziwe emocje, które powinny towarzyszyć każdym speedcubingowym zawodom. Pełny profesjonalizm, nie mogę się do niczego przyczepić. 11/10."

 

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach związanych z administracją strony www.kostkarubika.org zgodnie z treścią ustawy z dn. 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. 2002 r. Nr 101 poz. 926, z późn. zm.). Dane nie będą udostępniane innym podmiotom.
Chcę być informowany o wydarzeniach organizowanych przez Polskie Stowarzyszenie Speedcubingu.